Życie, które trzeba odkryć


„Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” – te słowa Jezusa stawiają przed nami zasadnicze pytanie: co właściwie znaczy odnaleźć prawdziwe życie?

Święty Paweł daje nam ważną wskazówkę: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu”. Istnieje bowiem sposób myślenia właściwy światu, który podpowiada nam: to ja jestem autorem mojego szczęścia, ja wiem, co jest dla mnie dobre, ja wiem, jak powinno wyglądać moje życie. W ten sposób zaczynamy traktować własne życie jak projekt, który trzeba dokładnie zaplanować i zrealizować.

Przypominamy czasem rzeźbiarza stojącego przed blokiem marmuru, który ma już w wyobraźni gotowe dzieło. Tak samo my tworzymy obraz własnego życia: chcę być kimś określonym, osiągnąć konkretne cele, mieć takie, a nie inne relacje, zdrowie, pracę, rodzinę. I kiedy rzeczywistość przestaje odpowiadać temu projektowi, pojawia się poczucie porażki: coś poszło nie tak.

Tymczasem życie nie jest tylko projektem do zrealizowania. Życie jest powołaniem, które trzeba odkrywać. Oczywiście mamy planować, pracować, rozwijać swoje zdolności i robić wszystko, co od nas zależy. Chrześcijaństwo nie jest zaproszeniem do bierności. Jest jednak zaproszeniem do odkrycia, że nie wszystko zależy od nas. Dlatego obok pytania: „Co chcę zrobić ze swoim życiem?” powinno pojawić się drugie, być może jeszcze ważniejsze: „Panie, co Ty czynisz z moim życiem?”

Właśnie tutaj zaczyna się dramat Piotra z dzisiejszej Ewangelii. Jeszcze przed chwilą wyznał: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Rozpoznał Jezusa, ale nie potrafi zaakceptować Jego drogi. Kiedy Chrystus mówi o Jerozolimie, cierpieniu, odrzuceniu, śmierci i zmartwychwstaniu, Piotr protestuje: „Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie!”. Jakby chciał powiedzieć: Jesteś Mesjaszem, ale pozwól, że ja Ci wytłumaczę, jak powinieneś być Mesjaszem.

Wtedy słyszy niezwykle mocne słowa: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą”. W greckim wyrażeniu użytym przez Jezusa odnajdujemy jednak bardzo ważny sens: „Idź za Mną, wróć na swoje miejsce”. Miejscem ucznia jest bowiem bycie za Jezusem, a nie przed Nim. Piotr chce wskazywać Chrystusowi drogę, tymczasem uczeń musi pozwolić, aby to Chrystus wskazywał drogę jemu.

To jest również nasze zmaganie. Łatwo wierzyć w Boga, kiedy prowadzi nas tam, dokąd sami chcemy dojść. Znacznie trudniej zaufać Mu wtedy, kiedy życie prowadzi nas drogami, których nigdy byśmy nie wybrali: przez zamknięte drzwi, niezrealizowane plany, własną słabość, chorobę, rozczarowanie czy porażkę.

Nie oznacza to, że cierpienie samo w sobie jest dobre. Chrześcijaństwo nie jest religią poszukiwania bólu. Jezus uzdrawia, pociesza i uwalnia człowieka od cierpienia. Objawia jednak coś jeszcze większego: nie istnieje takie miejsce naszego życia, do którego Bóg nie mógłby wejść ze swoją miłością.

I właśnie tutaj zaczynamy rozumieć słowa: „Weź swój krzyż i chodź za Mną”. Wziąć krzyż nie oznacza szukać cierpienia. Oznacza przestać mówić: ta część mojego życia nie powinna istnieć. Także moja słabość, moje ograniczenia, historia, której nie potrafię zmienić, mogą stać się miejscem spotkania z Bogiem. Bóg nie czeka, aż stanę się kimś innym, żeby mnie pokochać. Kocha mnie również w mojej kruchości.

Podobnego doświadczenia dotyka Jeremiasz w pierwszym czytaniu. Jego powołanie nie prowadzi go do spokojnego i wygodnego życia. Przynosi niezrozumienie, odrzucenie i cierpienie. Jeremiasz chciałby nawet przestać mówić w imię Boga, ale odkrywa w sobie Jego słowo jak ogień, którego nie może ugasić. Jego życie nie wygląda tak, jak sam by je zaprojektował, a jednak właśnie w tej historii odkrywa swoją misję.

Być może dużą część życia spędzamy, próbując stać się człowiekiem, którym sami postanowiliśmy być, podczas gdy Bóg cierpliwie próbuje nam objawić, kim jesteśmy w Jego oczach.

Dlatego Jezus mówi: „Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”. Stracić życie nie oznacza je zmarnować. Oznacza przestać kurczowo je posiadać, przestać dyktować Bogu: musi być właśnie tak. Oznacza nauczyć się pytać każdego dnia: „Panie, co Ty czynisz z moim życiem? Dokąd mnie prowadzisz? Czego chcesz mnie nauczyć także przez to, czego dzisiaj nie rozumiem?”

Być może wtedy odkryjemy, że również to, co najchętniej wykreślilibyśmy z naszej historii, w rękach Boga może stać się częścią większego dzieła.

Bóg nie szuka ludzi doskonałych. Bóg pragnie, abyśmy odkryli, że jesteśmy przez Niego doskonale kochani.