
Pierwsze czytanie z Księgi Mądrości mogłoby wydawać się odległe od dzisiejszej Ewangelii. A jednak jest do niej kluczem. Znajdujemy tam niezwykłe słowa: „Dałeś swoim dzieciom dobrą nadzieję, że po grzechach udzielasz nawrócenia.” To właśnie jest serce Ewangelii: Bóg nie patrzy na człowieka jedynie takim, jakim jest dzisiaj, ale takim, jakim może się stać.
Dlatego myślę, że dzisiejsza Ewangelia ma dwa wymiary.
Pierwszy jest osobisty. Jezus mówi o Królestwie Niebieskim, a ono rozpoczyna się w sercu człowieka. Tym polem jesteśmy my sami. W każdym z nas rośnie jednocześnie pszenica i chwast: pragnienie miłości i egoizm, wiara i zwątpienie, dobro i grzech. Jakże często chcielibyśmy, aby Bóg natychmiast usunął wszystko, co złe. Tymczasem On mówi: „Poczekajcie.” Nie dlatego, że podoba Mu się zło, ale dlatego, że zna ludzkie serce lepiej niż my. Wie, że tam, gdzie dziś widzimy tylko chwast, jutro może wyrosnąć piękna pszenica.
Pomyślmy o świętym Piotrze. Po trzykrotnym zaparciu się Jezusa, kto z nas postawiłby na niego? A jednak Chrystus czeka na niego, przebacza mu i powierza mu swój Kościół. Albo święty Franciszek z Asyżu – młody człowiek marzący o sławie, bogactwie i rycerskiej chwale. Nikt nie przypuszczał, że stanie się jednym z największych świętych w historii. Bóg widział już to, czego ludzie jeszcze nie potrafili dostrzec.
Ale ta Ewangelia ma także wymiar społeczny. Żyjemy w czasach, w których wszystko dzieje się natychmiast: wystarczy jeden błąd, aby człowiek został na zawsze potępiony. Tak wiele mówi się o tolerancji i otwartości, a jednocześnie język pełen jest nienawiści. Bardzo łatwo stawiamy się na miejscu Boga i wydajemy ostateczne wyroki. Jezus natomiast nas zaskakuje: „Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa.” Nie mówi, że zło jest dobrem ani że wszystko jest obojętne. Mówi, że ostateczny sąd należy do Boga. Nam natomiast została powierzona cierpliwość, ponieważ Bóg nie przestaje wierzyć w możliwość nawrócenia każdego człowieka.
Wtedy lepiej rozumiemy także dwie kolejne przypowieści. Królestwo Boże jest jak ziarnko gorczycy – najmniejsze ze wszystkich nasion, a jednak wyrasta z niego wielkie drzewo. Bóg nie kocha triumfalizmu, lecz pokorę. Zawsze zaczyna od rzeczy małych: od przebaczenia, dobrego słowa, szczerej spowiedzi, ukrytego gestu miłości.
I wreszcie zaczyn. Wystarczy odrobina zaczynu, aby całe ciasto wyrosło. Taki właśnie ma być chrześcijanin. Nie jest powołany do narzucania się innym, ale do przemieniania świata od wewnątrz. Człowiek, który kocha, przebacza, potrafi cierpliwie czekać i nie osądza, zmienia atmosferę rodziny, wspólnoty, a nawet całego społeczeństwa.
Dzisiejsza Ewangelia objawia nam serce Boga. Serce cierpliwe. Serce, które nigdy nie przestaje kochać człowieka. Serce, które nawet wobec grzechu nie przestaje siać nadziei, ponieważ wie, że dzięki Jego łasce z grzesznika może narodzić się święty. Tę właśnie nadzieję Bóg składa w naszych sercach: po grzechu zawsze możliwe jest nawrócenie, a po nawróceniu może narodzić się świętość.

