
Dzisiejsza Ewangelia rozgrywa się w bardzo szczególnym miejscu. Jezus prowadzi uczniów w okolice Cezarei Filipowej, dzisiejszego Banias. To nie jest Jerozolima ani Świątynia, ale teren naznaczony kultami pogańskimi. Znajdowała się tam wielka grota związana z kultem boga Pana, która w ówczesnych wyobrażeniach przywoływała świat podziemny, krainę śmierci.
I być może nie jest przypadkiem, że właśnie wokół tego miejsca powstały pogańskie sanktuaria. Religijność człowieka od zawsze rodzi się także wobec tajemnicy tego, czego nie potrafimy zrozumieć i nad czym nie mamy władzy. Człowiek od zawsze staje wobec śmierci i pyta: co jest dalej? Co znajduje się po drugiej stronie? Czy śmierć jest końcem? To, czego nie znamy, budzi w nas lęk.
I właśnie tam, przed miejscem kojarzonym z krainą śmierci, Jezus zadaje uczniom najważniejsze pytanie:
„A wy za kogo Mnie uważacie?”
Piotr odpowiada: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”.
To niezwykłe. W miejscu, które przypomina człowiekowi o śmierci, Piotr wyznaje wiarę w Boga żywego.
Jakby Jezus pytał: Wobec tajemnicy śmierci kim Ja jestem dla was? Jaką odpowiedź daje wam moja obecność?
I wtedy mówi: „Ty jesteś Piotr, czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”.
Zwróćmy uwagę: brama nie jest narzędziem ataku. Brama służy do obrony. Obraz jest więc zupełnie inny, niż czasem sobie wyobrażamy. To nie Kościół ma być zamknięty w twierdzy i drżeć przed atakiem zła. To bramy piekieł nie są w stanie oprzeć się Chrystusowi.
I tutaj znajduje się serce chrześcijańskiej odpowiedzi na śmierć.
Chrystus nie jest kimś, kto usuwa śmierć z naszego życia. Nie jest kimś, kto udaje, że śmierci nie ma. On sam w nią wchodzi.
Wchodzi w cierpienie, w krzyż, w grób. Schodzi tam, gdzie człowiek nie może już nic zrobić, i właśnie stamtąd wychodzi jako Żyjący.
Dlatego chrześcijaństwo nie daje nam magicznej obietnicy: nie będziesz cierpiał, nie umrzesz, nie spotkasz ciemności. Daje nam coś znacznie większego: Chrystusa, który wchodzi z nami w śmierć, aby przeprowadzić nas do życia.
Każdy z nas ma swoje „bramy piekieł”: grzech, który powraca, cierpienie, lęk, rozbitą relację, chorobę, porażkę, sytuację, z której nie widzimy wyjścia. I właśnie tam Jezus stawia nam to samo pytanie:
„A ty za kogo Mnie uważasz?”
Bo łatwo odpowiedzieć, kim jest Chrystus, kiedy wszystko dobrze się układa. Prawdziwa odpowiedź rodzi się wtedy, kiedy staję przed czymś, czego sam nie potrafię pokonać.
I właśnie tam możemy razem z Piotrem powiedzieć:
„Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”.
Chrześcijanin nie jest człowiekiem, który nigdy nie spotyka śmierci ani nie staje przed bramami piekieł. Chrześcijanin jest człowiekiem, który odkrył, że Chrystus potrafi wejść tam, gdzie wszystko wydaje się skończone, i wyprowadzić stamtąd życie.
Bo tam, gdzie wchodzi Syn Boga żywego, śmierć może być rzeczywista, może boleć, może nas przerażać — ale nie może już mieć ostatniego słowa.

