
Ewangelia pokazuje nam Jezusa, który przychodzi do studni zmęczony. To nie jest przypadkowy szczegół. Bóg objawia się jako zmęczony: nie potężny, nie triumfujący, nie daleki. Zmęczony. To Bóg, który wchodzi w nasze zmęczenie i trud życia, który nie stoi z daleka od naszej historii, ale siada obok nas.
Studnia w Biblii jest często miejscem ważnych spotkań, miejscem głębokich pragnień. Tutaj jednak przychodzi kobieta w południe, o godzinie, kiedy nikt nie przychodzi po wodę. Prawdopodobnie chce uniknąć innych ludzi. Być może nosi w sobie trudną historię, naznaczoną oceną innych i wstydem.
I właśnie tam Jezus na nią czeka.
Bóg nie spotyka nas wtedy, gdy wszystko w naszym życiu jest poukładane. Spotyka nas wtedy, gdy jesteśmy zranieni, gdy się ukrywamy, gdy próbujemy unikać innych. I właśnie wtedy Jezus wypowiada zaskakujące słowa:
„Daj mi pić”.
Nie mówi: „Nawróć się”.
Nie mówi: „Wyjaśnij mi swoje życie”.
Mówi po prostu: potrzebuję ciebie.
Tak działa Bóg: aby nas zbawić, czyni nas potrzebnymi. Prosi nas o coś, wchodzi z nami w relację.
Potem Jezus mówi o wodzie żywej. Woda ze studni symbolizuje wszystko to, czym próbujemy zaspokoić nasze życie: relacje, sukces, poczucie bezpieczeństwa, uznanie. Nie są to rzeczy złe, ale nie wystarczają. Dlatego Jezus mówi:
„Kto pije tę wodę, znów będzie pragnął”.
To bardzo prawdziwe zdanie. Ile razy myślimy, że coś wreszcie da nam szczęście… a po pewnym czasie pragnienie wraca. Ewangelia nie potępia naszych pragnień; mówi coś głębszego: serce człowieka ma nieskończone pragnienie, a tylko Bóg może je nasycić.
W pewnym momencie Jezus dotyka najdelikatniejszego miejsca w życiu kobiety:
„Idź, zawołaj swego męża… miałaś pięciu mężów”.
Jezus dotyka jej rany. Nie robi tego jednak, aby ją upokorzyć czy osądzić. Czyni to ze spojrzeniem pełnym prawdy i miłosierdzia.
A kiedy ktoś naprawdę widzi twoje życie i nie potępia cię, wtedy coś w sercu zaczyna się zmieniać.
Kobieta zadaje wtedy pytanie religijne: „Gdzie należy czcić Boga?”. To bardzo ludzkie: kiedy Bóg dotyka naszego konkretnego życia, często uciekamy w teoretyczne dyskusje. Ale Jezus odpowiada słowami niezwykle głębokimi:
„Prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w duchu i prawdzie”.
Bóg nie szuka doskonałych rytuałów; szuka prawdziwych serc. Oddawać cześć w prawdzie oznacza przestać się ukrywać przed Bogiem i stanąć przed Nim z całym swoim życiem.
Na końcu wydarza się mały, ale bardzo znaczący gest: kobieta zostawia swój dzban. Przyszła po wodę, ale znalazła coś o wiele większego. Kiedy naprawdę spotyka się Chrystusa, dzieje się właśnie tak: to, co wydawało się niezbędne, traci swoją wagę.
A ta kobieta, która przyszła do studni, żeby uniknąć ludzi, teraz biegnie do miasta i mówi wszystkim:
„Chodźcie zobaczyć człowieka, który powiedział mi wszystko, co uczyniłam”.
Staje się świadkiem. Nie studiowała teologii, nie zna wszystkich odpowiedzi. Ma tylko jedno doświadczenie: spotkała spojrzenie, które zobaczyło całe jej życie i jej nie potępiło.
I wtedy odkrywamy coś jeszcze bardziej zaskakującego: nie tylko kobieta była spragniona. Jezus także jest spragniony.
„Daj mi pić”.
To jest pragnienie Boga za człowiekiem.
Wielki Post jest właśnie tym: odkryciem, że pod wszystkimi naszymi poszukiwaniami, naszymi błędami i próbami szczęścia jest Bóg siedzący przy studni naszego życia, który czeka tylko, aby powiedzieć nam:
„Gdybyś znała dar Boży…”

