Ewangelia Mt 13,1–23 – Przypowieść o siewcy


W tej przypowieści najważniejsze nie są najpierw rodzaje gleby, ale sam Siewca. Jezus sieje z niezwykłą hojnością. Nie wybiera tylko najlepszej ziemi, ale rzuca ziarno wszędzie: na drogę, między skały, między ciernie i na żyzną glebę. Bóg nie czeka, aż nasze serce stanie się doskonałe. Przychodzi do nas takimi, jakimi jesteśmy, i nigdy nie przestaje wierzyć, że nawet najbardziej nieprzyjazna ziemia może stać się urodzajna.

Słowo Boże jest jak ziarno. Aby wydać owoc, musi najpierw obumrzeć. Tak samo jest w naszym życiu. To, co przeżywamy – cierpienie, próby, rozczarowania czy oczekiwanie – nie musi oznaczać porażki. Właśnie przez te doświadczenia Bóg przygotowuje nasze serce. Jak często podkreśla ks. Fabio Rosini, Pan przemawia nie tylko przez Pismo Święte, ale także przez wydarzenia naszego życia. To one stają się „nawozem”, dzięki któremu ziarno może wzrastać.

Dlatego żaden człowiek nie jest skazany na pozostanie „złą ziemią”. Kamienie można usunąć, ciernie wyrwać, a twardą drogę zaorać. Kiedy pozwalamy Bogu działać, Jego słowo wydaje owoc – trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny, a nawet stokrotny.

Najświętsza Trójca: co to ma wspólnego z naszym życiem?


Bracia i siostry, wraz z Pięćdziesiątnicą zakończył się okres wielkanocny. Jezus Zmartwychwstały spełnił swoją obietnicę: „Poślę wam Ducha Świętego”. Ale co Duch Święty uczynił w Apostołach?

Nie dał im jedynie odwagi, choć rzeczywiście byli zamknięci w Wieczerniku ze strachu, a potem wyszli głosić Ewangelię. Największy cud był czymś innym: otworzył im oczy.

Apostołowie zrozumieli coś, czego samym rozumem nigdy nie mogliby pojąć. Zrozumieli, że Bóg, który objawił się na Synaju, Bóg obłoku, ognia i grzmotu, wszechmogący Bóg, przed którym Izrael drżał, jest tym samym Bogiem, którego zobaczyli w Jezusie Chrystusie.

I to jest prawdziwa rewolucja.

Bo patrząc na krzyż, można było pomyśleć: „Jezus był prorokiem, sprawiedliwym człowiekiem, posłańcem Boga”. Tymczasem Duch Święty pozwolił Apostołom zrozumieć, że Ten Ukrzyżowany jest współistotny Ojcu. Że miłość, która oddaje siebie na krzyżu, jest samą miłością Boga.

W ten sposób rodzi się wiara Kościoła w Trójcę Świętą: jednego Boga w trzech Osobach – Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Ale wtedy pojawia się pytanie: co to ma wspólnego z naszym życiem?

Bardzo wiele. Bo Trójca objawia nam, że u początku wszystkiego nie stoi samotność, nie stoi władza ani bezosobowa siła. U początku wszystkiego jest wspólnota miłości.

Ojciec miłuje Syna. Syn miłuje Ojca. A Duch Święty jest żywą miłością, która ich jednoczy.

Jeśli zostaliśmy stworzeni na obraz Boga, to również my jesteśmy stworzeni do miłości i do komunii. Dlatego cierpimy, gdy zamykamy się w sobie. Dlatego grzech nas izoluje. Dlatego żaden sukces, żadne pieniądze ani przyjemności nie są w stanie napełnić ludzkiego serca.

Zostaliśmy stworzeni po to, aby kochać i być kochanymi.

Trójca Święta nie jest zagadką teologiczną do rozwiązania. Jest tajemnicą, która wyjaśnia nasze życie. Mówi nam, kim jest Bóg, a jednocześnie mówi nam, kim jesteśmy my.

Duch Święty sprawił, że Apostołowie zrozumieli, iż obliczem Boga jest Jezus Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały. Dziś ten sam Duch chce również nam objawić, że Bóg nie jest daleko. Zaprasza nas do udziału w swoim własnym życiu, w komunii Ojca, Syna i Ducha Świętego.

To jest nasze powołanie. To jest nasza radość. To jest życie wieczne, które zaczyna się już dzisiaj.

Amen.