Co to znaczy być królem

Obchodzimy uroczystość Chrystusa Króla. A Ewangelia prowadzi nas pod krzyż. Król na krzyżu. Żadnych złotych tronów, żadnych królewskich gestów świata: Bóg króluje, stawiając się na ostatnim miejscu.

Jezus jest Królem, bo nie ratuje samego siebie. A to nas odsłania, bo my całe życie robimy odwrotnie: chcemy wygrać, mieć rację, być pierwsi. Z tego rodzą się wielkie wojny… i te małe: między mężem i żoną, między kolegami w pracy, między przyjaciółmi, w szkołach.

Ale jest pewna historia, która to wszystko rozjaśnia. W latach 80. Domingo i Carreras, dwaj giganci opery, byli rywalami. Potem Carreras zachorował na białaczkę. Leczenie bardzo drogie. Fundacja mu pomaga… a on nie wie, że za wszystkim stoi jego rywal: Plácido Domingo. W milczeniu. Bez reklamy. Bez interesu. Gdy Carreras wyzdrowiał i odkrył prawdę, objął go na scenie i powiedział: „Zawdzięczam ci życie”. Rywalizacja zniknęła. Bo jeden z nich zdecydował się coś stracić, aby uratować drugiego.

Tak właśnie króluje Chrystus.
Nie przez władzę, ale przez miłość, która pozwala się stracić, żeby ocalić.

Pierwszy, który wchodzi do Królestwa, to łotr. Nic nie ma. Tylko wołanie: „Wspomnij na mnie”. A Chrystus otwiera mu raj.
Bo — posłuchajcie dobrze — raj nie jest miejscem ludzi doskonałych; jest miejscem doskonałym, ponieważ niedoskonali odkrywają, że są kochani.
A ten łotr odkrywa swoją królewskość dopiero wtedy, gdy spotyka Króla, który kocha go takiego, jaki jest.

W chrzcie zostaliśmy namaszczeni na królów. Ale takich jak On: królów, którzy służą, ustępują, rezygnują z dumy, budują pokój i kochają za darmo.

Świat mówi: „Pokaż się”.
Chrystus mówi: „Oddaj się”.

Prośmy dziś o łaskę, by królować jak On:
stracić trochę z siebie, aby ocalić trochę serca człowieka obok nas.

Reszta przeminie.
Miłość — nie.