„Światło, które rodzi się na peryferiach”


Ewangelia z tej niedzieli ukazuje nam Jezusa, który po aresztowaniu Jana wycofuje się do Galilei. Nie jest to szczegół przypadkowy: jest to bowiem wypełnienie proroctwa Izajasza, który mówi o ziemi Zabulona i Neftalego, ziemi pogańskiej, ziemi ciemności, nad którą miało zabłysnąć wielkie światło.

A zaraz potem Jezus powołuje pierwszych apostołów. To mówi nam coś bardzo pięknego i bardzo głębokiego: misją Kościoła — i samym sensem jego istnienia — jest zbawienie ludzi.

Ale Jezus nie zaczyna od centrum, nie zaczyna od elity, nie szuka doskonałych ani najlepszych. Zaczyna od peryferii, od ostatnich, od ubogich, od ziemi uważanej za nieczystą i marginalną. A ta ziemia, w gruncie rzeczy, jest także naszą ziemią.

Stamtąd zaczyna się misja Chrystusa. Od ostatnich. To pozwala nam zrozumieć, że misja Kościoła jest naprawdę wielka, ale jest też całkowicie dziełem Boga. To Bóg jest jej inicjatorem.

Nieprzypadkowo Izajasz wspomina również o zwycięstwie nad Madianitami — zwycięstwie Gedeona. Izrael został zredukowany do resztek: Bóg kazał wybrać wojsko tak, że pozostało tylko 300 ludzi przeciwko ogromnemu i potężnemu wrogowi. Bitwa odbyła się w nocy, w sposób zupełnie niezwykły, i w rzeczywistości Madianici zaczęli zabijać się nawzajem.

Dlaczego to zwycięstwo jest tak dziwne i tak spektakularne? Aby nie było żadnej wątpliwości, że to Bóg zadziałał.

Czasami Bóg stosuje tę samą strategię także wobec nas: kładzie nas na ziemię, stawia nas w sytuacjach ludzkiej niemożliwości, aby było jasne, że dzieło jest Jego, a nie nasze.

A skoro dzieło jest naprawdę Jego, to jest to także zaproszenie, aby nie skupiać się na formie, lecz na treści. Zbyt często w niebezpieczny sposób skupiamy się na aspektach formalnych, na prawach i przepisach, które prowadzą do podziałów.

Ale prawda jest taka, że wszyscy należymy do Chrystusa, a Chrystus nas zbawia.